U mojego dziecka w przedszkolu przyjęte jest, że dziecko, które ma urodziny, przynosi słodycze (cukierki). Poruszyłam ten temat na zebraniu, niestety zostałam spacyfikowana nie tyle przez rodziców, co przez kadrę dydaktyczną. Oprócz tego poczęstunki w jakieś szczególne dni, tak jak dzisiaj w dzień chłopaka. Opiekunka poinformowała mnie, że oprócz owoców będą ciastka, babeczki.
O ile z ,,odmiennymi” posiłkami mój syn nie ma problemu, zaakceptował, że ma jedzenie domowe, to z takimi dniami, jak dzisiaj, nie wiem co zrobić. Jak to ugryźć, żeby uczucia dziecka nie zostały zachwiane?
Jest to sprawa szczególnie trudna, wymagająca od nas – rodziców – cierpliwości, wysiłku, odporności psychicznej, konsekwencji w działaniu, a przede wszystkim – spokoju.
Po pierwsze, dajmy sobie mentalne przyzwolenie na to, że nie wszystko zawsze ułoży się po naszej myśli. Po drugie – rozmawiajmy z dzieckiem, rozmowy powtarzajmy i pozwólmy mu również nabrać pewnego dystansu do przeciwności losu. Po trzecie – porozmawiajmy z paniami w przedszkolu i poprośmy je o wsparcie. Po czwarte – szukajmy rozwiązań.
U nas – przed laty, gdy moje dzieci chodziły jeszcze do przedszkola – zadziałały następujące rozwiązania: w czasie cudzych urodzin, a więc poczęstunku z zewnątrz, moje dziecko otrzymywało coś, co lubi – co wcześniej przekazałam z domu na ręce przedszkolanki na wypadek takich uroczystości – i zastępowało to lub przynajmniej ograniczało wątpliwej jakości słodycze oferowane przez solenizanta. Natomiast gdy to moje dziecko miało urodziny, przynosiło z domu na poczęstunek ekologiczne mandarynki, bakalie lub jakiś domowy wypiek.
Jeśli chodzi o rozmowy z dzieckiem – nawet kilkulatkowi można wytłumaczyć, że w życiu nie zawsze musimy korzystać z tego, co ktoś nam oferuje, nawet jeśli jest to bardzo miłe. Nauczmy je, jak reagować w takich sytuacjach, co powiedzieć, aby nie urazić innej osoby, jak docenić jej dobre intencje. Ważne, aby nie robić z dziecka ofiary – nie nazywać go „biednym”, „pokrzywdzonym” itp. W sytuacji dziecka chorego, a nawiasem mówiąc – nawet zdrowego – niepoczęstowanie się szkodliwą substancją jest dobrodziejstwem. I to należy w umiejętny sposób tłumaczyć.
Czasami okazuje się, że to my – dorośli – mamy większy problem niż dziecko. Dzieci często są silniejsze od nas, bo nie obciążają swoich umysłów zbędnymi założeniami.









